Po tragedii w Pogorzelicach - lekarze mówią o skandalu i chaosie w systemie szybkiej pomocy
Ciężko ranna młoda kobieta, która w czwartkowym wypadku w Pogorzelicach straciła męża i maleńkie dziecko, przebywa w Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku. Zdaniem lekarzy, to cud, że przeżyła, bo zanim trafiła na szpitalny oddział ratunkowy, zmarnowano mnóstwo czasu. Nie dość że śmigłowiec leciał do Gdańska okrężną drogą, to nikt nie zawiadomił szpitalnego oddziału ratunkowego, że wiezie ofiarę wypadku w tak ciężkim stanie.
Dyrekcja szpitala i lekarze twierdzą, że to skandal!System ratownictwa na Pomorzu nie zadziałał sprawnie, popełniono rażące błędy, zawiodła łączność między pogotowiem a szpitalem. Do biura wojewody już wpłynęła złożona przez dyrekcję skarga. Pomorskie Centrum Traumatologii żąda wyjaśnienia, skąd wziął się ten bałagan. Najdziwniejsze jest jednak to, że do Centrum Zarządzania Kryzysowego, które jest "sercem" systemu ratunkowego na Pomorzu, nie dotarł w czwartek żaden meldunek o tragedii w Pogorzelicach. Sprawę wyjaśniać będzie teraz specjalna komisja powołana przez służby wojewody.W czwartkowym zderzeniu z tirem na drodze nr 6 w pow. lęborskim pasażerowie osobowego renault megane nie mieli szans. Przeżyła jedynie kobieta, ale została ciężko ranna. Z tego co się nam udało ustalić, wezwany przez lęborskie pogotowie śmigłowiec ominął najbliższe szpitale, doleciał do Gdańska, wylądował tuż za płotem Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, po czym przekazał walczącą o życie pacjentkę do karetki pogotowia. Zakorkowanymi przez poranny szczyt ulicami miasta karetka zawiozła potem kobietę do Szpitala Wojewódzkiego. - To oburzające, nikt nas nie uprzedził, że zaraz trafi do nas pacjent z tak ciężkimi obrażeniami - denerwuje się Małgorzata Maj, wicedyrektor centrum ds. medycznych.
SOR jest co prawda non stop w gotowości, ale na sygnał "jedzie ranny z wypadku" mobilizuje się dodatkowy personel, sprawdza się, czy są wszystkie leki, zawiadamia rentgen. Dr Maj nie jest też w stanie pojąć, dlaczego śmigłowiec ominął szpitale w Słupsku, Wejherowie, Miejski w Gdyni, Zaspę, a nawet UCK, które się przecież mieni Centrum Urazowym dla Pomorza, i wybrał szpital na drugim końcu miasta. - To wbrew logice, to niepotrzebne igranie z życiem rannej - mówi dr Maj.Początkowo dyrekcja PCT podejrzewała nawet, że to UCK nie przyjęło pacjentki i odesłało ją do Szpitala Wojewódzkiego. Dr Ewa Raniszewska z Klinicznego Oddziału Ratunkowego zaprzecza jednak: nikt nam nawet nie anonsował takiego przypadkuZałoga śmigłowca, jak zaznacza, była wstrząśnięta skutkami zderzenia w Pogorzelicach. - Lekarz chciał oddać ranną kobietę w ręce najlepszych specjalistów, a za takich uznał właśnie lekarzy ze Szpitala Wojewódzkiego - podkreśla dyrektor Sulęta.Pacjentka jest przygotowywana do ciężkiej operacji ortopedycznej, którą wyznaczono na poniedziałek. Na pomoc wezwano psychologa i psychiatrę. Psychiczny stan młodej kobiety budzi ogromne obawy.
| Źródło: | Dziennik Bałtycki |















